Paweł i Sylas

Kiedy apostoł Paweł i Sylas wypędzili demona wróżbiarstwa, zostali wtrąceni do więzienia i zakuci w dyby. Nie tylko ograniczono im wolność, ale także sprawiono fizyczny ból. Byłem niedawno w sali tortur w zamku w Odrzykoniu koło Krosna i widziałem, jak wyglądają dyby. Więc myślę, że unieruchomione nogi lub ręce rzeczywiście sprawiały dotkliwy, fizyczny ból Pawłowi i Sylasowi.

Co jednak robili Paweł i Sylas? Modlili się i śpiewali pieśni. Najprawdopodobniej śpiewali psalmy Dawida i innych pisarzy z biblijnej księgi Psalmów. Zna Pan tę część Biblii, wie Pan, że psalmy to w dużej części modlitwy do Jehowy. Więc śmiało można powiedzieć, że obaj trwali na modlitwie.

Czy Paweł i Sylas liczyli na cud? Możliwe, ale niekoniecznie. Myślę, że raczej liczyli się z tym, że czekają ich dalsze prześladowania, a przynajmniej zmagania słowne; że będą musieli się sami bronić. Na pewno nie oczekiwali trzęsienia ziemi, a właśnie trzęsieniem ziemi posłużył się Jehowa.

Jakie były konsekwencje tego trzęsienia ziemi spowodowanego przez Jehowę? Można byłoby powiedzieć, że uwolnienie Pawła i Sylasa. Ale w relacji biblijnej jest coś więcej.

Jak Pan wie, dzięki tej początkowo przykrej dla apostołów sytuacji w dobrą nowinę o Chrystusie uwierzył dozorca więzienny i jego rodzina. Ciekawostką jest fakt, że temu dozorcy Paweł praktycznie ocalił życie. Gdyby nie to, że Paweł zainteresował się tym człowiekiem, dozorca odebrałby sobie życie. W Biblii są słowa, że „Paweł krzyknął”. Krzyknął: „Nie rób sobie krzywdy!” Choć dozorca więzienny zamknął go w najskrytszej części więziennej i zakuł w dyby, Paweł nie miał do niego żalu. Rozumiał, że dozorca wykonuje swoją pracę, nie do końca wiedząc, dlaczego Paweł i Sylas są więźniami. Życzliwa postawa Pawła pomogła dozorcy poznać prawdę o Bogu.

Później, gdy Paweł i Sylas wspomnieli, że są obywatelami miasta Rzym, urzędnicy w Filippi musieli ich wręcz upraszać, żeby opuścili miasto i nie zaszkodzili mu, bo wychłostanie Rzymianina bez sądu mogło ściągnąć na miasto poważne konsekwencje. W rezultacie apostołowie „ugruntowali prawnie dobrą nowinę”, jak to nazwał Paweł w liście właśnie do Filipian. Prawdopodobnie urzędnicy miejscy w Filippi nie odważyli się już tam prześladować nowo powstałego zboru.

Kiedy Paweł i Sylas, zakuci w dyby, modlili się i śpiewali pieśni, na pewno nie wiedzieli, jakie rezultaty przyniesie ich wiara i postawa, jaka korzyść wyniknie nie tylko dla nich samych, ale przede wszystkim dla innych. Myślę, że to, co się potem stało, tak naprawdę przeszło ich oczekiwania. To „przerzucenie zmartwień na Jehowę” w tamtym momencie zaowocowało później błogosławieństwami dla nich, dla dozorcy więziennego i dla wszystkich braci w Filippi.

Dlatego gdy po latach Paweł pisał Filipianom, żeby „o nic się nie zamartwiali, tylko powierzali swoje troski Bogu”, a wówczas „pokój Boży będzie strzegł ich serc”, to bracia wiedzieli, że tego nie mówi teoretyk siedzący za biurkiem, tylko ktoś, kto tę metodę stosuje we własnym życiu.

Zwłaszcza, że pisząc list do Filipian, Paweł znów siedział w więzieniu, a konkretnie przebywał w areszcie domowym w Rzymie. I on, więzień, dawał innym radę, jak uzyskać „pokój Boży”.

Ich miasta strzegł oddział żołnierzy, dzięki któremu ludzie mogli spać spokojnie. Bracia z Filippi dobrze więc rozumieli słowa o „pokoju Bożym strzegącym ich serc”, który „przewyższa wszelką myśl”. Rozumieli, że Bóg nie dopuści, żeby spotkały ich próby, których nie daliby rady znieść.