Tematem, który wywołuje ostatnio żywe dyskusje w gronie osób związanych z polskim SEO-światkiem, jest certyfikat CEC in SEO oraz sama idea certyfikacji w tej branży. O co chodzi? Może to zbyt ostro zabrzmi, ale osobom niezorientowanym w temacie najlepiej chyba przemówi do wyobraźni, że chodzi o coś w rodzaju „Certyfikatu szulera”.

O ile CEC to wymysł prywatnej firmy (rzekomo firmy słynnej Lexy, czyli Marty Gryszko), a więc jedynie sposobem na zarabianie na planktonie SEO, i nie można mieć im za złe, że chcą zarobić, o tyle sama idea certyfikowania wydaje się niezbyt trafionym pomysłem.

Certyfikat umiejętności optymalizacji stron pod kątem wyszukiwarek internetowych miałby jeszcze jakąś rację bytu, bo zasady optymalizacji są w miarę jasno określone i znane wśród webmasterów, ale certyfikat umiejętności wpływania na wyniki wyszukiwarek – już nie.

Prawdziwy szuler nie chce certyfikatu od innego szulera. Z dobrymi pozycjonerami jest tak samo. CEC budzi wśród nich jedynie uśmiech na twarzy 😉


Szalony Kapelusznik

Biografia autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *